wtorek, 20 lutego 2018

Rozdział 13 + informacje o konkursie

 Dzieńdoberek! Cieszę się, że mam nową czytelniczkę. :) 

Miałam ostatnio lekkiego dołka, bo mój "wielki" plan otworzenia małej kawiarenki w centrum mojego miasta prawdopodobnie poszedł się p... przespacerować. Nosz po prostu kocham te wszystkie jakże spójne i logiczne przepisy, które istnieją tylko po to, by uczciwym ludziom utrudnić życie...
No cóż, złą wiadomość mamy z głowy. A ta dobra? Może zaoszczędzę kasę na to, by wreszcie gdzieś sobie w piękny świat pojechać, albo przynajmniej będę miała więcej czasu na pisanie. ;)

A co tymczasem słychać u Nao i jej sojuszników? Plotki głoszą, że na szkolnym spędzie nieźle narozrabiali... Jeśli chcecie się przekonać, ile w tych pogłoskach jest prawdy, to zapraszam. ;)


 Rozdział 13. - Nie ma dymu bez ognia?


W jednej części auli stały rządki krzeseł i wielka tablica, na której prawie jak w kinie wyświetlał się jakiś historyczny film o Japonii z czasów Meiji i pierwszych kontaktów z obcokrajowcami, a w drugiej stało stoisko z ponczem, miskami chipsów i popcornu, pizzą i innymi przekąskami.
Dyrektorka Aoyuki High podeszła właśnie do stołu z przysmakami i nalała sobie pełną po brzegi szklankę napoju, wznosząc ją w geście toastu.
– Drodzy koledzy nauczyciele i wy, mili uczniowie – zaczęła napuszonym tonem swoje przemówienie.
Na swoje nieszczęście nie widziała, jak w pojemniku z ponczem zaczyna się wręcz kotłować, a zauważyła to dopiero wtedy, gdy cała spieniona zawartość trysnęła wprost na nią w malowniczej fontannie.
– Ach! – krzyknęła i próbowała jak najszybciej uciec spod „obstrzału”, ale poślizgnęła się na rozlanej kałuży słodkiego soku, przewróciła i wpadła tylną częścią ciała w miskę sałatki.
Powstał absolutny chaos, w którym właściwie wszyscy biegali w kółko bez celu, próbując sprawiać pozory pracy i niesienia pomocy biednej ofierze kawału. Przy tym większość bardzo się starała, by nie wybuchnąć śmiechem, przynajmniej na oczach biednej pani dyrektor.
Ta z kolei próbowała wyciągnąć zadek z miski i wyglądała, jakby miała wyjść z siebie, stanąć obok i obedrzeć ze skóry chuliganów, którzy doprowadzili do tego incydentu.
Nauczyciele zajęli się przez moment opanowywaniem ponczowego kryzysu i nie zauważyli, że z ogólnie powstałego rozgardiaszu skorzystała grupka uczniów, by wymknąć się z obowiązkowego spędu. Nao i jej sojusznicy wybiegli z auli i po małym sprincie dotarli pod drzwi wejściowe ich szkoły. Czekał już tam na nich Kaito, bardzo z siebie zadowolony.
– Cześć, stary! Szkoda, że tego nie widziałeś! Mówię ci, to było po prostu epickie! – przywitał się z kumplem Michi, na samo wspomnienie numeru znowu się śmiejąc.
– Nao-cchi miała najlepszy timing ever! Cała fontanna poleciała na dyrektorkę! – dodał Yuki.
– Nie nazywaj mnie Nao-cchi, nie jestem dzieciakiem! – wtrąciła jego kouhai, ale nikt nie zwrócił na jej protesty większej uwagi.
– A potem jeszcze dyra wleciała tyłkiem w miskę z sałatką i się w niej zaklinowała! Ja myślałem, że padnę! – zaśmiewał się Kenta.
Kaito chichrał się przez moment jak szalony, wyobrażając sobie całą scenę, dopóki nie przypomniał sobie o powodzie tej akcji dywersyjnej.
–Cieszę się, że nasz plan wypalił bez pudła...
– Ekhm... – Nao odchrząknęła znacząco.
– Okay, twój plan, Akigawa-san – sprostował. – Niech ci będzie, przyznaję, ze nie jesteś taką kompletną zawalidrogą, na jaką wyglądasz...
– Oi, chcesz dożyć starości?!
– Wyluzuj, pchełko – wtrącił Michi, kładąc jej dłoń na ramieniu.
– W każdym razie zróbmy dobry użytek z tej awanturki i rozejrzyjmy się trochę. Drzwi są zamknięte, ale da się wejść przez to wypaczone okno od piwnicy.
– O nie, nie będę łaziła przez jakieś ciemne, zakurzone, pełne szczurów... – zaprotestowała Nao.
– To zostań, albo spróbuj znaleźć inną drogę. Rób co chcesz – odparł obojętnie Kaito.
– Tche, żebyś wiedział, że znajdę inną drogę! Tak łatwo mnie nie spławisz! – stwierdziła poirytowana i poszła szukać wejścia do budynku.
Tymczasem jej starsi koledzy okrążyli budynek i znaleźli okno do zakurzonej salki w piwnicy, w której klub teatralny trzymał stare, zapomniane rekwizyty. Na szczęście jak zwykle wystarczyło je mocniej popchnąć, by się otwarło i dzielni detektywi przedostali się do środka. Najpierw przelazł przez nie Kaito, potem pomógł uprzejmie wejść do kanciapy Kin, a za nią pozostali mniej, lub bardziej zgrabnie. Yuki wdepnął przy okazji w karton pełen greckich masek, wywinął zgrabnego orła i wylądował na ziemi z maską Antygony na głowie. Pierwszy raz się zdarzyło, żeby widok tej tragicznej postaci wywołał śmiech...
– Cicho bądźcie, jak nas tu znajdą, to przestanie być wesoło! – denerwowała się Kin.
Jej przyjaciele spoważnieli.
Po krótkiej naradzie wojennej postanowili się rozdzielić i każdy poszedł swoją drogą, by poszukać czegoś interesującego. Michi przewalał archiwum, Kin trafiła do gabinetu piguły, a później do pokoju nauczycielskiego, Yuki i Kenta chaotycznie zaglądali w każdy, przypadkowo znaleziony druczek, a Kaito zajrzał do sekretariatu. Drzwi były zamknięte, ale otworzył je wytrychem ze starej karty bibliotecznej i wszedł do środka akurat w momencie, gdy jakieś małe licho wdarło się przez uchylone okno. Miało to-to na sobie przekrzywioną spódnicę, naddarty żakiet, a na głowie coś, co chyba w swoich lepszych czasach było wronim gniazdem, składającym się z plątaniny włosów, liści i małych gałązek.
– Co to za miejsce? – zapytała.
– Sekretariat. Rozejrzyjmy się tu, a potem przejrzymy gabinety dyrektorki i wicedyra – odpowiedział Kaito i nie czekając na odpowiedź sięgnął po jakiś gruby segregator.
Nao już chciała wyskoczyć z czymś w rodzaju „zawsze musisz się tak rządzić?!”, ale dla dobra sprawy odpuściła. Jak tylko ich pakt o nieagresji przestanie obowiązywać, na pewno nieźle mu wygarnie. Podobno przyjemność, na którą się czeka, jest dużo większa – pomyślała. – Przekonam się chętnie, ile w tym prawdy.
Mruknęła tylko pod nosem coś nieparlamentarnego i zabrała się za przewalanie papierów, ale nie widziała w tym nic ciekawego. Po chwili głośno stwierdziła, że „to same nudy”, a Kaito wyjątkowo przyznał jej rację, więc używając niezawodnej karty weszli do sąsiadujących z sekretariatem gabinetów dyrektorki i jej zastępcy. Nao włączyła komputer wice, licząc na to, że coś znajdzie, ale okazało się, że dostępu chroni hasło.
– Kurna! – zaklęła – Katsuragi, umiałbyś shakować kompa?
– Nie, ale spróbuj poszukać. Moja ciotka pracowała w biurze i mówiła, że na dziesięć osób, dziewięć zapisywało sobie pod ręką hasło, by go nie zapomnieć. Jest spora szansa, że je gdzieś znajdziesz. Na jakimś świstku, w notesie, kalendarzu...
– Okay – zgodziła się i sięgnęła po leżący obok monitora organizer w czarnej, skórzanej oprawie.
Kaito tymczasem przeglądał dokumenty w jakimś wyjątkowo pękatym segregatorze. Znajdowała się w nim cała papierologia dotycząca wypadków w szkole i teoretycznie powinno coś być na temat Haruki.
– Oi, Akigawa-san... spróbuj wpisać: „Koneko73” – zaproponował, widząc taki zapisek na wewnętrznej okładce.
Nao przerwała przetrząsanie zawartości znalezionego organizera, by wpisać podaną kombinację.
–Taak, dobra, poszło! Oi, zadziałało!
–Extra, to szukaj czegoś przydatnego i mi już nie przeszkadzaj – uciął „przyjazne konwersacje” Kaito.
Nao zaczęła przeglądać pliki, z których niewiele rozumiała i wydawały jej się okropnie nudne, gdy nagle trafiła na coś niespodziewanego.
–Katsuragi, kiedy twoja młodsza siostra miała „wypadek”?
–Szesnastego lutego, a co?
–Dwudziestego pierwszego buda dostała okrąglutką i tłuściutką dotację na budowę palmiarni.
–To może być przypadek.
–Taak, ale jest też inny wyciąg bankowy. Dzień po tym, jak Namiko-sempai się struła dragami, ktoś kupił dla klubu astronomicznego trzy kosmicznie drogie teleskopy.
–Dobra, pokaż to! – Kaito odłożył segregator, który przeglądał i podszedł do młodszej koleżanki, zaglądając jej przez ramię. Wstukał parę danych w program i po chwili na ekranie pojawiła się lista wyciągów z banku od początku, do końca zeszłego roku akademickiego. Szybko przeglądał kolejne i drukował po kolei każdy, który wydał mu się interesujący, gdy nagle usłyszeli kroki na korytarzu i odgłos otwieranych drzwi.
Wspólnicy szybko schowali się pod biurko i ścisnęli mimowolnie tuląc się do siebie. Nao nie bardzo się to podobało, ale jeszcze mniej odpowiadała jej perspektywa przyłapania na wykradaniu dokumentów...
Woźny, którego zaniepokoiły dziwne szumy i blade światło zajrzał do środka i zobaczył włączony komputer. Rozejrzał się dokładniej i podszedł do urządzenia, wyłączając je jak należy. Nao i Kaito wstrzymali na ten moment oddech, zdając sobie sprawę z tego, że od katastrofy dzielą ich dosłownie centymetry. Gdyby „cieciu” spojrzał w dół, na pewno by ich zauważył... Jeśli dostrzeże włączoną drukarkę i pliczek świeżo wydrukowanych papierów też domyśli się, ze ktoś tu czegoś szukał... I że ta osoba znajdowała się zapewne w pobliżu. Właśnie podchodził do podejrzanie mrugającej zielonkawym „oczkiem” drukarki, gdy nagle zawył alarm przeciwpożarowy w przeciwnym końcu korytarza. Woźny szybko pobiegł w tamtym kierunku, chcąc sprawdzić, co się pali.
–Uch, było blisko... – Kaito odetchnął z ulgą, wychodząc z kryjówki i uprzejmie pomagając wstać Nao.
– Jak to „było”?! Jesteśmy w palącym się budynku!
Jakby na potwierdzenie jej słów, alarm rozbrzmiał tuż po nimi, a chwilę później na wyższym piętrze, nieco na prawo od gabinety dyrekcji, w sali od chemii.
– To już po nas, jeśli tam się pali... przecież tam są palniki na gaz i różne chemikalia i... och... POMO... – W panice chciała krzyknąć „Pomocy!”, ale Kaito zasłonił jej dłonią usta.
– Cicho, kretynko! Szybko, chodź! –Szybko pochwycił pliczek papierów z drukarki, popchnął Nao w stronę okna i otworzył je na oścież. – Musimy skakać. Lecę pierwszy i złapię cię.
Usiadł na parapecie i skoczył w dół dokładnie w momencie, gdy drzwi gabinetu się otwarły i stanął w nich woźny. Ruszył w stronę okna w tempie rozszalałego słonia, chcąc złapać intruza, który bezczelnie się włamał i prawdopodobnie szukał czegoś na tym włączonym komputerze.
Kaito tymczasem miękko wylądował i zawołał do Nao, by skakała.
Ta nie potrzebowała zachęty, usiadła na parapecie i skoczyła, a przynajmniej miała taki zamiar, ale cieć zdążył złapać ją za rękę.
– Oi, puść mnie! – wrzasnęła, tak się wyrywając, że nie zdołał jej utrzymać i poleciała w dół, wprost w ramiona swojego wspólnika. Impet sprawił, że oboje „czule” objęci przewrócili się na ziemię. Jak na zamówienie to w tym momencie zza węgła budynku przybiegli do nich Michi i Kin, krzycząc, by wiali, a amory zostawili na później. Nao poczuła, że się rumieni i zerwała się na równe nogi, gnając za kolegami i w biegu tłumacząc im, że „to nie tak!”. Kaito tymczasem dogonił Mich'ego i całkiem ubawiony przygodą zaproponował kumplowi wyścig do zapuszczonego parku.
– Kto ostatni, ten cienias! – zawołał Michi wesoło i przyspieszył, ile tylko sił w nogach.
Nao na swoich krótkich nóżkach zostawała w tyle, ale szybko do niej dołączyli Yuki i Kenta. Ten ostatni bezceremonialnie złapał ją za nadgarstek i ciągnął za sobą, pomagając jej biec szybciej. A to okazało się całkiem przydatne, bo za nimi w oddali widać było pana woźnego i jednego z nauczycieli, którzy ruszyli w pościg za gromadką „włamywaczy”. Na szczęście zanim zdążyli dogonić „ogon peletonu”, troje maruderów znalazło się w granicach lasku i zaszyło w gęstej kępie janowców.
Psor i groźny pan woźny przeszli obok, szukając „tych małych łobuzów”, a tymczasem poszukiwani po ich zgubieniu na przełaj dobiegli do bramy szkoły i wypadli za teren Aoyuki, zaszywając się w okoliczne uliczki.
– O rety. Moje biedne nerwy! O rety! Jestem taka roztrzęsiona! Zupełnie roztrzęsiona! Nigdy nie sądziłam, że to będzie takie niebezpieczne! Skoki z pierwszego piętra, pożary, biegi przełajowe po nocach... Moje biedne nerwy! Gdybym była damą z dawnych opowieści, chyba już trzy razy bym zemdlała! Och, szkoda, ze nie potrafię tego zrobić na zawołanie! O rety, tak się zdenerwowałam! – Nao przemawiała tak przez dobrą chwilę, cierpiąc jak zwykle z powodu nadmiaru emocji na słowotok.
– Ucisz się! – warknął Kaito. – Nie mielibyśmy połowy tych kłopotów, gdybyś nie zaczęła się bez powodu drzeć jak dusza potępiona!
– Kaito... Wiesz, moglibyśmy mieć o połowę większe, gdyby Nao-cchi się nie wydarła – powiedział Michi, wyjątkowo biorąc stronę małej. – Yuki i Kenta rozrzucali zapalone dymki po budzie, by odciągnąć ciecia od dyżurki, by Miss Agent mogła gwizdnąć nagranie monitoringu z dnia, w którym Ruka miała wypadek...
– No i skończyły nam się już faje i cieciu wracał do dyżurki... – dodał Yuki.
– A Kin nadal była w czarnej... znaczy, nie mogła znaleźć tej daty.
– Ktoś przełożył to nagranie w zupełnie inne miejsce, jakby nie chciał, by je znaleziono – wyjaśniła Kin. – Ale nagle Nao-chan krzyknęła i odciągnęła pana woźnego od dyżurki i mi wreszcie udało się znaleźć właściwe nagranie i w porę uciec A wy na coś trafiliście?
Każdy zaczął w skrócie opowiadać o rezultatach swoich poszukiwań, po czym zgodnie stwierdzili, że wystarczy im emocjonujących śledztw na jeden dzień i postanowili, że jutro przejrzą dokładniej zdobyte informacje.




Zgłosiłam się do Urodzinowego Konkursu, organizowanego przez Księgę Baśni. Zapraszam do zapisywania się... a przynajmniej proszę o trzymanie kciuków za mnie. ;)

 

Obserwatorzy

Layout by Neva